Szefowa MEN zapowiedziała, że kwestia ubioru zostanie uregulowana ustawą. Gotowy projekt w tej sprawie oczekuje na ruch Komitetu Stałego Rady Ministrów. Co na to prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego? – Edukacja ma ważniejsze problemy – wskazuje.
Jedną ze spraw, którą zajmuje się obecnie ministerstwo edukacji narodowej, jest ta dotycząca stroju uczniów. Jednym z głośniejszych momentów w historii polskiej oświaty XXI wieku było w tym kontekście wprowadzenie obowiązkowych mundurków szkolnych. Zmiana naniesiona w ustawie o systemie oświaty weszła w życie i objęła podstawówki, a także gimnazja. Roman Giertych – ówczesny szef MEN – miał chciał, by na korytarzach i w klasach zapanował porządek, a „rewia mody” została przerwana. Mundurki miały sprawić, że biedniejsi uczniowie nie czuliby się gorsi – jednolity ubiór zagwarantować miał równość. Pomysł szybko jednak upadł – kilkanaście miesięcy od jego wdrożenia (w połowie 2008 roku).
Temat strojów szkolnych powrócił jednak właśnie za sprawą głośnej afery. Gdy Nowacka gościła na antenie Radia ZET, zapytana została o to, czy każdy młody człowiek winien mieć dowolność w kwestii ubioru. Zasugerowała w odpowiedzi, że wprowadzenie pewnych ograniczeń w tym kontekście nie zaszkodzi. Resort Barbary Nowackiej przygotował zresztą projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia. Ministra przypomniała, że choć obecnie placówki edukacyjne mogą wprowadzić w statutach obowiązkowe mundurki (lub innego rodzaju jednolity ubiór), to jednak nie jest to wystarczające. Czego dokładnie dot. będą zmiany, które zaproponuje MEN? To, co wkłada na siebie dziecko lub nastolatek, ma szanować normy społeczne. Ma też być dla niego i jego rówieśników bezpieczne. [CZYTAJ WIĘCEJ]