– Uczeń może zrobić zdjęcie nauczycielowi, dołączyć do tego obrazek z butelką wódki i wrzucić wszystko do internetu. I co się z tym dzieje? Nic. A dlaczego? Bo art. 63 Karty Nauczyciela jest martwy – mówi gorzko pedagog z wieloletnim stażem. Uczniowie transmitują lekcje na żywo, wbrew woli nauczycieli. Robią to dla zasięgów. Cel jest prosty: ośmieszyć i upokorzyć.
Na potrzeby tekstu nazwijmy go Krzysztof. W szkole pracuje już kilkadziesiąt lat. Na wstępie wyjaśnia od razu:
– Nie da się nic zrobić, żeby nauczyciel nie padł ofiarą nagrania na lekcji. Zupełnie nic.
Opowiada, jak wygląda typowa sytuacja w klasie:
– Uczeń wyjmuje telefon na lekcji. W naszej szkole statut jasno określa, że nie wolno korzystać z telefonów podczas zajęć. Mimo to uczeń świadomie łamie ten zapis. Dostaje uwagę, wraca do domu, a na kolejnej lekcji robi to samo. Czasem nawet wielokrotnie.
Krzysztof dalej tłumaczy, jakie działania może podjąć szkoła:
– Nauczyciel może wpisać uwagę, poprosić wychowawcę o interwencję, a wychowawca może wezwać rodzica do szkoły. Jeżeli rodzic współpracuje, próbuje pomóc w rozwiązaniu problemu. Jeśli jest niewspółpracujący lub traktuje sytuację oportunistycznie, działania szkoły często okazują się nieskuteczne. W praktyce zdarzają się uczniowie, którzy mimo starań rodziców, wychowawcy i pedagoga szkolnego nadal przynoszą telefony na lekcje. [CZYTAJ WIĘCEJ]