31 sierpnia o godz. 11 nauczyciele oraz pracownicy oświaty i nauki mają zebrać się przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. ZNP organizuje manifestację pod hasłem „Politycy do tablicy! Godne płace: Dotrzymajcie słowa!”. Urszula Woźniak, wiceprezes Zarządu Głównego ZNP, mówi, dlaczego demonstracja ma być kolejnym, a nie ostatnim etapem protestu, co musiałoby się wydarzyć, aby doszło do strajku, i dlaczego sporu o szkołę nie da się sprowadzić do wysokości podwyżek.
Katarzyna Mazur: Tuż przed początkiem roku szkolnego nauczyciele chcą wyrazić swoje zawodowe niezadowolenie. Co szykujecie?
Urszula Woźniak: Oficjalnie mówimy o manifestacji. Ponieważ jednak nie będziemy maszerować, tylko pozostaniemy w jednym miejscu, formalnie będzie to duża pikieta. Spotykamy się o godz. 11 przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Każdy może dołączyć, nie tylko członkowie ZNP. Myślę, że około dwóch tysięcy osób możemy się spodziewać spokojnie.
To nie jest jednak ani początek, ani koniec naszych działań. Wcześniej ogłosiliśmy pogotowie protestacyjne. Przez czerwiec, lipiec i sierpień prowadziliśmy kampanię informacyjną, pisaliśmy do posłów i spotykaliśmy się z nimi w poszczególnych województwach. Efektem były między innymi petycje i interpelacje dotyczące obywatelskiego projektu w sprawie wynagrodzeń nauczycieli. Rozmawialiśmy też z przedstawicielami ugrupowań, które jako opozycja podpisały z nami 9 października 2023 roku „Porozumienie na rzecz edukacji”, a dziś współtworzą rząd.
Równolegle jedna grupa przygotowała harmonogram działań do końca roku, a druga – złożona z prawników – pracowała nad ich zabezpieczeniem prawnym. Nie możemy proponować nauczycielom niczego, co naraziłoby ich na odpowiedzialność i konsekwencje zawodowe. Mamy rozpisane działania miesiąc po miesiącu, w różnych miejscach. Nie o wszystkim mogę dziś powiedzieć.
Dlaczego protest odbędzie się przed Kancelarią Premiera, a nie przed Ministerstwem Edukacji Narodowej?
Bo to premier złożył obietnicę. Pani minister edukacji mówi: „Ja chcę, występuję o pieniądze, ale ich nie dostaję”. W Sejmie słyszymy: „My byśmy chcieli, tylko pieniędzy nie ma”. Zostaje więc minister finansów albo premier. A że premier stoi nad ministrem finansów, wybór jest dość oczywisty. Jeżeli pani minister mówi, że w tej sprawie nic nie może, to po co mamy stać pod MEN? – [CZYTAJ WIĘC EJ]