Orzeczenie w założeniu ma być początkiem pomocy: dokumentem, który otwiera przed uczniem dostęp do dodatkowych zajęć, terapii i specjalistów. W codzienności wielu szkół wygląda to inaczej. Zapisy są ogólne, często trudne do przełożenia na konkretne działania, a nauczyciel — zamiast wsparcia — dostaje kolejny obowiązek. Zostaje z orzeczeniem sam, bez ludzi, czasu i pieniędzy, które pozwoliłyby naprawdę pomóc dziecku. A często i bez woli tego ostatniego i jego opiekunów.
Skala zjawiska rośnie z roku na rok. Według danych Ministerstwa Edukacji w samych szkołach podstawowych było około 166 tys. uczniów z orzeczeniami w roku szkolnym 2022/2023 i już około 182 tys. w kolejnym. W ostatniej dekadzie liczba dzieci posiadających takie dokumenty niemal się podwoiła. Szczególnie dynamicznie przybywa uczniów w spektrum autyzmu. Nie są to już jednostkowe przypadki — w niektórych klasach niemal połowa uczniów wymaga dostosowań.
Do tej „epidemii orzeczeń” dokłada się niewydolność systemu. Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że poradnie psychologiczno-pedagogiczne koncentrują się na wydawaniu opinii i orzeczeń, a nie na terapii czy faktycznym wsparciu uczniów.
Jak wskazują doświadczenia nauczycieli w wielu przypadkach zalecenia tworzone są według schematu „kopiuj–wklej”, co zdradzają powtarzalne sformułowania, a nawet błędy w podstawowych danych — jak mylenie płci dziecka. [CZYTAJ WIĘCEJ]